First blog post

This is your very first post. Click the Edit link to modify or delete it, or start a new post. If you like, use this post to tell readers why you started this blog and what you plan to do with it.

post

Advertisements
Posted in Uncategorized | Leave a comment

W obronie Inkwizycji hiszpańskiej

 

W obronie Inkwizycji hiszpańskiej

Od czasu utworzenia Inkwizycji w Hiszpanii w r. 1481 do ostatecznego jej zniesienia w r. 1820 Inkwizycja trwała prawie 340 lat. W ciągu tego okresu godność Generalnego Inkwizytora spełniało 45 Inkwizytorów. Opisywać ich działalność — to znaczy opisać historię Hiszpanii z tego okresu i historię ruchów antykatolickich.

Galileusz przed Świętym Oficjum

W ciągu tego czasu zmieniały się poglądy, zagadnienia; zmieniły się obyczaje, zmieniły pojęcia prawne. Mówienie przeto ogólne o „nowej inkwizycji hiszpańskiej”, o jej surowości na przykład, jest albo nieświadomym, albo świadomym, złośliwym zamąceniem prawdy, aby w tym mętnym obrazie narzucić szkodliwe dla Kościoła i dobrego imienia Hiszpanii sugestie.

Widzieliśmy obraz działania Inkwizycji w końcu XV-go wieku za czasów Torquemady. Trzecim generalnym inkwizytorem (1507 — 1517) był kardynał Ximenes Cisneros, arcybiskup Toleda, po śmierci Ferdynanda regent kraju. Oto jego charakterystyka według Dziekońskiego, wielkiego przeciwnika Inkwizycji: „Posiadając olbrzymie dochody, jako arcybiskup Toleda i regent — zachowywał się tak, jak w celi franciszkańskiej”. „Nie zapominał o krewnych, ale wydobywać ich ze stanu mierności nie chciał”.

Założył uniwersytet w Alcala de Henavez. Biegły w językach wschodnich, nabył rękopisy Biblii w oryginale hebrajskim, starołacińskim, aleksandryjsko-greckim i perifrazie chaldejskiej. Wydał „Biblia poliglotta Competensis” — dzieło, „które samo jedno zdolne było imię jego uwiecznić”.

Gdy nowi chrześcijanie ofiarowali Ferdynandowi 100.000 dukatów złotych na wojnę, pod warunkiem, że ustanowi jawność wszelkich informacji Inkwizycji, Ximenes udaremnił przekupstwo i z własnych oszczędności zorganizował wyprawę do Afryki. „Ciągle dobro kraju mając na widoku, w najdrobniejszym czynie nigdy własnej nie upatrywał korzyści”. „Należy do niewielkiej liczby wielkich mężów stanu”. „Surowych cnót, nieugiętej sprężysto­ści w działaniu — był obojętny na ubliżające mu docinki i napaści. Gdy jeden z dworzan zachęcał go do skarcenia zuchwalców, powiedział z powagą: „Ponieważ nam pozwalają działać, pozwólmy im wolności mówienia; jeżeli to, co głoszą, fałszem jest, śmiejmy się, ale starajmy się poprawić, gdy prawdę mówią”.

Czwartym generalnym inkwizytorem był Adrian Florencio (od 1517 do 1522 r.), wybrany później na papieża. Miał powszechną opinię niezwykle łagodnego i dobrego…

Jeżeli teraz weźmiemy dla porównania okres panowania Filipa 11-go (od r. 1556— 1597 r.), to jest ostatnie czterdziestolecie XVI stulecia (za Generalnych Inkwizytorów’: Valdesa, Espinozy, Ouirogi, de Lazy, Porto Carrero), to najbardziej przesadne źródła żydowskie podają za cały ten okres skazanych na śmierć 3 900, gdy w tym samym okresie czasu w Anglii (królowa Elżbieta) według danych prof. Makowskiego zostało skazanych na śmierć powyżej 89.000.

W którym kraju były zatem sądy bardziej humanitarne? A przecież były to rządy Filipa II, nazywanego plagą ludzkości, najbardziej nietolerancyjnego ze wszystkich królów hiszpańskich, za rządów Generalnego Inkwizytora Valdesa, 80-letniego starca, dumnego i pełnego żółci, który istotnie nadużywał swej władzy, za co zresztą został złożony (w r. 1566) przez papieża Sykstusa V z urzędu (w związku ze sprawą Bartłomieja Caranzy).

W czasie tego panowania tzw. „okrucieństwa” Hiszpanów naraziły Hiszpanię na utratę Flandrii – to by­ły czasy strasznego księcia Alby, wrzenia i walk z Sardynią, księstwem Mediolańskim; czasy wprowadzenia Inkwizycji w Meksyku, Limie i Kartaginie: czasy wprowadzenia specjalnej Inkwizycji do floty i armii, a nawet marszu ks. Alby na Rzym.

Za czasów Filipa II Inkwizycja hiszpańska, jako instytucja hiszpańska, doszła do szczytu potęgi. Powstał projekt utworzenia wojennego zakonu Najśw. Panny Miecza, którego wielkim mistrzem miał być Generalny Inkwizytor hiszpański, a członkami sami Hiszpanie, niepochodzący ani z Żydów, ani z Maurów, ani z heretyków, jak również niebędący potomkami chrześcijan, skazanych i karanych przez Inkwizycję. Reprezentanci prawie wszystkich hiszpańskich koś­ciołów i czterdziestu szlachetnych rodzin projekt ten przyjęli. Generalny Inkwizytor i Rada Najwyższa zatwierdzili statuty; Filip był skłonny zatwierdzić projekt, ale cofnął się z obawy, by Generalny Inkwizytor nie nabrał zbyt wielkiego znaczenia. „Szczęściem” — jak pisze historyk antykatolicki— „słuchano rad zdrowego rozsądku i zdrowej polityki, a Europa bez wstecznego kroku mogła podążać ku wiekowi filozofii”.

Znów za Filipa IV (1621 — 1665) według antykatolickich źródeł skazano 2.852 osoby, gdy rówieśnik tych czasów, „uczony” protestant i profesor saski Carpsow, chwalił się, że podpisał 20.000 wyroków śmierci, w tym bardzo liczne wyroki na czarownice. Ostatni proces przeciw czarownikom w Hiszpanii odbył się w r. 1610!

A teraz weźmiemy okres bliższy nam, gdzie obyczaje pod wpływem religii chrześcijańskiej i Kościoła złagodniały. Mam tu na myśli panowanie Ferdynanda VI i Karola III, to jest okres czasu od 1746 do 1788 r., przedednie tak zwanej Wielkiej Francuskiej Rewolucji. Na stanowiskach Generalnych Inkwizytorów widzimy: Ouintano Bonifaz, Filipa Bertranda, Augustyna Robin de Cevales. Prawie wszystkich oskarżonych po lekkiej sekretnej pokucie uwalniano.

Przez te 43 lata skazano na poważniejsze kary tylko 245 osób, z nich tylko 14 osób na śmierć i to według źródeł antykatolickich. Można zatem powiedzieć, że od roku 1746 kary śmierci nie stosowano prawie zupełnie. Od roku 1788 nie było już ani jednego wyroku śmierci, jakkolwiek prowadzono walkę z francuskimi ideami rewolucyjnymi, które w sąsiedniej Francji realizowały się barbarzyńsko i krwawo.

Tak więc łagodnie i bezkrwawo zakończyła swoje istnienie instytucja, wyrosła ze średniowiecza i ustroju feudalnego, dając miejsce „wiekowi filozofii i postępu’’, który został zapoczątkowany przez masowe rzezie bez sądu i przez wynalazek gilotyny.

Nie poruszam sprawy odpowiedzialności papieży i Rzymu za Inkwizycję Hiszpańską, bo sprawa ta jest zupełnie jasna: Kościół ponosi częściową odpowiedzialność za hiszpańską Inkwizycję, tak jak ponosi częściową odpowiedzialność za ustrój średniowiecza, w którym „magna pars fuit”, na który oddziaływał. Ale Inkwizycja Hiszpańska była Inkwizycją Hiszpańską, uzależnioną całkowicie od królów, którzy zwłaszcza w drugiej połowie istnienia Inkwizycji zmieniali Inkwizytorów samowolnie, decydowali w sprawach między Generalnym Inkwizytorem a cywilnymi, mianowanymi przez króla, radcami.

Królowie hiszpań­scy często przeciwstawiali się Rzymowi; Karol V prowadził wojnę z papieżem i Franciszkiem I, królem francuskim; ciągłe były spory o Neapol; Rzym był raz przez wojska hiszpańskie spalony, a straszny ksią­żę Alba wkraczał do Italii.

Z drugiej strony ze strony Rzymu były ciągłe objawy czujności, wzywanie do łagodzenia wyroków, do praworządności. Nie było prawie papieża, ani Generalnego Inkwizytora, którzy by nie wysyłali i nie otrzymywali wskazówek w kierunku wysoce humanitarnym. Były, naturalnie, w Inkwizycji rzeczy złe; zdarzać- się mogły w owe czasy surowe okrucieństwa i intrygi, ale na ogół cała walka z herezją przebiegała w Hiszpanii w ciągu wieków łagodnie; nie było religijnych wojen domowych, ani rzezi ogólnych—w ciągu całego czasu była praworządność ścisła, a obyczaje w są­dzie i przy wymierzaniu kar znacznie łagodniejsze, niż w tym samym czasie w innych krajach Europy, nie mówiąc już o krajach niekatolickich, jak Anglia (królowa Elżbieta 89 tysięcy osób skazała na śmierć), lub królestwo saskie, gdzie sam Carpsow skazał na śmierć 20-000 osób, a w poglądach „uczonych” jeszcze ku końcowi XVIII wieku (gdy kara śmierci w Inkwizycji nie była już zupełnie stosowaną) spotyka się twierdzenie, że kara śmierci, jest poważną i szacowną ostoją życia społecznego, a łamanie kołem na placu publicznym — warunkiem rozwoju i doskonałości społeczeństw.

Z Inkwizycji propaganda antykatolicka zrobiła straszaka, kominiarza, którym przez parę wieków straszy się „postępowe” dzieci. Rzeczywistość dziejowa przedstaw
ia się całkowicie odmiennie.

Władysław Kwieciński
za: „Nowy Ład”, nr 5/1937
http://www.dzienniknarodowy.pl

Posted in Uncategorized | 1 Comment

Niespełniony generał. Józef Dowbor-Muśnicki.

Generał Józef Dowbór-Muśnicki należy do wybitnych postaci doby narodzin II Rzeczypospolitej. Włożył wiele wysiłku w odbudowę Wojska Polskiego, nie dane mu było jednak, częściowo z własnej winy, wykazać się w boju na miarę swego talentu i doświadczenia.

Przyszły dowódca wojsk powstania wielkopolskiego przyszedł na świat 25 października 1867 roku w dworku w Garbowie na ziemi sandomierskiej. Był najmłodszym z sześciorga dzieci Romana Dowbór-Muśnickiego i Antoniny z Wierzbickich.

Dość pokaźny niegdyś majątek rodzinny, skurczył się znacznie w następstwie kontrybucji nakładanych na ziemian polskich przez Moskali podczas powstania styczniowego oraz bezradności ojca wobec przemian gospodarczych, jakie zaszły w zaborze rosyjskim po zniesieniu pańszczyzny.

Józef Dowbór-Muśnicki spędził dzieciństwo w patriotycznej atmosferze dworu polskiego. Do 10 roku życia uczyła go zatrudniona przez rodziców guwernantka. Potem rozpoczął edukację w gimnazjum państwowym w Radomiu. Kłopoty finansowe rodziny sprawiły, że po ukończeniu czterech klas rodzice zapisali go do I Korpusu Kadetów w Petersburgu.

Kontynuował zatem tradycje rodzinne. Przed nim na karierą wojskową postawili dwaj starsi bracia Konstanty i Czesław. Oficerem był także ojciec matki, a z kolei jej brat wziął udział w powstaniu styczniowym. W tym czasie służba zaborcy nie była dobrze widziana w społeczeństwie polskim, ale widać Dowborowie przeszli nad tym do porządku dziennego.

Ukończywszy w 1886 roku Korpus Kadetów, wstąpił do kształcącej oficerów Konstantynowskiej Szkoły Wojskowej. Uczył się dobrze, jednak jako Polak i katolik doznawał szykan i przykrości zarówno ze strony innych uczniów jak i nauczycieli. Mimo wszystko szkołę ukończył i rozpoczął służbę w 140 zarajskim pułku piechoty w Kostromie nad Wołgą. Przydział mało atrakcyjnego garnizonu, to także owoc dyskryminacyjnej polityki caratu wobec katolików.

Młody oficer zdał sobie sprawę, że bez ukończenia akademii wojskowej nie ma szans na zrobienie większej kariery w carskiej armii. Problem jednak w tym, że do żadnej z istniejących w Rosji szkół wyższych tego typu nie przyjmowano katolików. Postanowił więc pójść w ślady starszego brata Konstantego i złożył prośbę o przyjęcie do Akademii Sztabu Generalnego, podając się za kalwinistę. Wprawdzie była to konwersja pozorna, papierowa (w polskich dokumentach zawsze podawał się za katolika), jednak z punktu widzenia zasad wiary chrześcijańskiej nie do zaakceptowania.

Upragnione studia porucznik Józef Dowbor-Muśnicki rozpoczął dopiero 1899 roku. Ukończył je 28 maja 1901 roku z wysoką, drugą lokatą i stopniem kapitana na epoletach.

Pierwsze doświadczenie bojowe zdobywał na Dalekim Wschodzie, podczas wojny rosyjsko-japońskiej 1905 roku. Kampanię odbył w sztabie I Korpusu Syberyjskiego. Wytężona służba przyniosła mu awans na stopień podpułkownika.

Kryzys gospodarczy w Rosji, pogłębiony przegraną wojną, zaowocował niepokojami społecznymi, a w końcu wybuchem rewolucji. Józef Dowbor-Muśnicki miał przekonania prawicowe, monarchistyczne i z zadowoleniem przyjął pacyfikację buntu przez siły rządowe.

Zanim przełożeni wydali zgodę na jego powrót do Europy, ożenił się z Agnieszką Korsońską z Jarosławia. Miał z nią czworo dzieci.

Po półtorarocznym pobycie w Irkucku Dowborowie przenieśli się do Charkowa. Przydziały służbowe wyznaczały kolejne miejsca pracy przyszłego dowódcy Armii Wielkopolskiej: Łuck i Woroneż. Z tego ostatniego garnizonu wyruszył na kolejną wojnę, tym razem światową. Rozpoczął ją w stopniu pułkownika, jako szef sztabu 7 dywizji piechoty. „Świadomość tego, że będzie można poskubać Niemców podniecała mnie. Lubię wojnę nie dla przyjemności rozlewu krwi, ale z powodu niebezpiecznej pracy w atmosferze ciągłego napięcia” – pisał we wspomnieniach.

Pierwsze działania wojenne na terenie Kongresówki przyniosły dywizji wiele sukcesów. Niewątpliwie duża w tym zasługa jej szefa sztabu. Notabene niektórymi akcjami dowodził osobiście.

Krwawa klęska armii rosyjskiej pod Łodzią przyniosła roszady na stanowiskach dowódczych. Dowborowi-Muśnickiemu naczelne dowództwo poruczyło komendę nad 14 pułkiem piechoty, mocno pokiereszowanym w dotychczasowych walkach. Generał nie dekował się. Podczas walk na terenie Kongresówki w pierwszej połowie 1915 roku został dwukrotnie ranny.

Dotychczasowym przebiegiem służby Józef Dowbor-Muśnicki wyrobił sobie opinię dowódcy dobrego i twardego. Zaowocowało to awansem na pierwszy stopień generalski (15 sierpnia 1915 roku) i nowym przydziałem. Został skierowany do dowództwa 1 armii jako generał do zleceń. Na początku następnego roku objął dowodzenie nowo formowanej 123 dywizji piechoty. Wraz z nią znalazł się na froncie tureckim, o wiele spokojniejszym niż europejski. Lecz nie spokoju pożądał urodzony żołnierz, jakim był Dowbor-Muśnicki, toteż pod koniec roku na własną prośbę powrócił do Europy. Dowodził 38 dywizją piechoty, potem pełnił funkcję szefa sztabu 1 armii gen. Litwinowa.

Wybuch rewolucji lutowej w Rosji Dowbor-Muśnicki przyjął z niechęcią. Mierziła go przede wszystkim anarchizacja armii. Doceniając mocną rękę generała, władze wojskowe powierzyły mu dowodzenie XXXVIII korpusem oraz awansowały na stopień generała-porucznika.

Upadek caratu, stworzył warunki do budowy na terenie Rosji polskich formacji zbrojnych. Dowbor-Muśnicki przyjął propozycję objęcia dowodzenia I Korpusem Polskim formowanym w okolicach Bobrujska, na południe od Mińska. Niestety, etap organizacyjny przeciągał się. Polacy – żołnierze zrewoltowanych jednostek armii rosyjskiej, nie kwapili się w szeregi słynącej z dyscypliny jednostki. Licznie za to napływali oficerowie, z których generał utworzył Legię Rycerską. Ostatecznie Korpus osiągnął stan prawie 30 tys. żołnierzy, czyli połowę składu etatowego.

Nie dane było Dowborowi użyć z trudem stworzonego korpusu w walce. Po zawarciu 3 marca 1918 roku pokoju między państwami centralnymi i Rosją, niemieckie władze wojskowe doprowadziły do rozbrojenia niepotrzebnej im formacji.

Generał dopóki to było możliwe, dokładał starań, by przedłużyć istnienie 1 Korpusu Polskiego. Nie zdecydował się jednak na podjęcie walk ze zwycięską armią niemiecką, co starali mu się narzucić wysłannicy piłsudczykowskiej Polskiej Organizacji Wojskowej  [typowe… – admin]. Nie widział bowiem sensu w demonstracjach, w ramach których lała by się krew żołnierską bez pożytku dla sprawy niepodległości Polski. Uważał, że przyda się ona jeszcze w przyszłości.

Należy podkreślić, że w tym czasie liczebność oddziałów 1 Korpusu gotowych do walki spadła do zaledwie ok. 5 tys. żołnierzy. Jedyny dorobek bojowy I Korpusu Polskiego stanowiły liczne, choć nie absorbujące większych sił, starcia z oddziałami bolszewickimi.

W lipcu 1918 roku gen. Józef Dowbór-Muśnicki wrócił na rodzinną Sandomierszczyznę. Starał się utrzymywać kontakt ze swoimi podwładnymi, by w dogodnej chwili stanąć na ich czele. W ramach swych skromnych możliwości, starał się także ich wspierać.

Jesienią z odmętów wojen i rewolucji zaczęła wyłaniać się niepodległa Polska. 27 grudnia w Poznaniu wybuchło powstanie. Dzięki czynnikowi zaskoczenia i słabości objętego rewolucją państwa niemieckiego, Polakom udało się wyzwolić całą Wielkopolskę. Rzeczą pilną stało się zapewnienie siłom powstańczym doświadczonego dowódcy, który zbudowałby mocną armię, będącą w stanie odeprzeć ewentualny atak niemiecki.

Dowództwo Armii Wielkopolskiej, zgodnie z sugestią Józefa Piłsudskiego, rządząca w Poznaniu Naczelna Rada Ludowa powierzyła gen. Józefowi Dowborowi-Muśnickiemu, który nowe obowiązki przejął ostatecznie w połowie stycznia 1919 roku. Rozbudowywał formacje, szkolił żołnierzy, nadzorował działania wojenne prowadzone niewielkimi siłami. Współpracowało z nim wielu oficerów z dawnego I Korpusu Polskiego, których wezwał do Wielkopolski. Przyczyną był wielki niedobór wyszkolonych oficerów z armii niemieckiej. Armia cesarska jeszcze bardziej skrupulatnie niż carska utrudniała awans Polakom.

Przebudowa Armii Wielkopolskiej odbywała się sprawnie, mimo że do zawarcia rozejmu w Trewirze (16 lutego 1919 roku) na granicach trwały jeszcze walki. W dniu 17 czerwca 1919 roku liczyła ona 1379 oficerów i 102 128 podoficerów i strzelców. Dysponowała artylerią, lotnictwem i pociągami pancernymi. Toteż już 14 marca z Wielkopolski gen. Dowbór–Muśnicki wysłał w sukurs oddziałom walczącym o Lwów dobrze wyposażoną grupę bojową liczącą ok. 3 tysiące ludzi. Zasługi dla rozbudowy armii przyniosły mu awans na stopień generała broni.

Tymczasem Polska krzepła. 25 maja 1919 roku Armia Wielkopolska weszła w skład Wojska Polskiego. Po ustaniu zagrożenia ze strony Niemiec jednostki poznańskie przesuwane były na Wschód Polski, gdzie trwała wojna. Generał stawał się dowódcą bez wojska.

Zagrożenie dla niepodległości państwa, jakie stanowiła dobrze rozwijająca się ofensywa wojsk sowieckich w kierunku Wisły, oraz naciski polityczne, skłoniły Józefa Piłsudskiego, do zaproponowania gen. Dowbór-Muśnickiemu stanowiska dowódcy frontu południowego, w miejsce gen. Iwaszkiewicza. Niestety, dowódca Armii Wielkopolskiej nie przyjął propozycji. Niewątpliwie wolałby objąć dowodzenie na froncie północnym, gdzie znajdowały się tworzone przez niego poznańskie dywizje i na którym bardziej mógłby się wykazać.

Odmówiwszy Piłsudskiemu, udał się do szefa francuskiej Misji Wojskowej gen. Weyganda i oświadczył mu, że wobec panującego chaosu operacyjnego nie widzi szans na powodzenie, a nie chciałby brać udziału w mającej nastąpić katastrofie.

Decyzja ta rozczarowała wielu jego zwolenników i skończyła go politycznie i wojskowo. Piłsudski przy pomocy Opatrzności (jak na byłego socjalistę świetne auspicje) oraz generałów: Rozwadowskiego, Hallera i Sikorskiego, operację Warszawską wygrał i wygnał z Polski bolszewików.

Dowbór-Muśnicki przeszedł na emeryturę 6 października 1920 roku, by ostatnie swe lata spędzić w swym podpoznańskim majątku Lusowo, przemianowanym z jego inicjatywy na Batorowo.

W politykę nigdy czynnie się nie zaangażował. Objął za to patronat nad założoną w 1922 roku Organizacją Młodzieży Monarchistycznej. Trzy lata później współtworzył Organizację Monarchistyczną i uczestniczył w układaniu jej statutu.

Podczas zamachu majowego, opowiadał się za rozprawą zbrojną z buntownikami, nie podjął jednak żadnych działań, przyjmując postawę wyczekującą. Po zmianie władz wrócił do spokojnej egzystencji ziemianina.

Przeżył Piłsudskiego o dwa lata. Zmarł w swoim ukochanym Batorowie 26 października 1937 roku.

Józef Dowbor-Muśnicki i sztab I Korpusu Polskiego w Rosji (1918)

Gen. Józef Dowbór-Muśnicki spędził większą część swojego dorosłego życia w mundurze. Postawił na karierę wojskową i konsekwentnie posuwał się po szczeblach drabiny hierarchicznej armii carskiej.

Niestety, mimo że posiadał najwyższe kompetencje ze wszystkich czynnych generałów polskich, nie dane mu było wykorzystać swej wiedzy i umiejętności dowódczych w mundurze polskim. Zajmował się przede wszystkim sprawami rozbudowy i szkolenia wojsk. W decydującym 1920 roku obraził się na rzeczywistość i nie stanął na czele armii, a byłoby to piękne ukoronowanie jego kariery.

Adam Kowalik
http://www.pch24.pl/

Posted in Uncategorized | Leave a comment

Zapomniane zwycięstwo, czyli II bitwa pod Parkanami

Zapomniane zwycięstwo, czyli II bitwa pod Parkanami

9 października 1683 roku rozegrała się II bitwa pod Parkanami. Choć bitwa ta jest nieco zapomniana i pozostaje w cieniu wiktorii wiedeńskiej, jest być może ważniejsza niż zwycięstwo pod Wiedniem. Pod Wiedniem Turcy zostali pobici lecz nie rozbici. Armia osmańska ciągle stanowiła śmiertelne niebezpieczeństwo o czym przekonał się na własnej skórze sam Jan III Sobieski 7 października w I bitwie pod Parkanami.


Wojska sprzymierzone ruszyły w pościg za Turkami i maszerowały lewym brzegiem Dunaju na Ostrzyhom. Kolumna maszerujących wojsk była podzielona na szereg mniejszych grup i rozciągnięta na dużym dystansie, co było lekkomyślne i lekceważące przeciwnika.

Niespodziewanie dla Sobieskiego 7 października uderzyli Turcy, rozbijając straż przednią jego armii. Sobieski na czele 4000 wojska próbował ratować sytuację. Jego odsiecz dla straży przedniej nie powiodła się i sam musiał ratować się ucieczką po wcześniejszym odprawieniu z placu boju swego syna Jakuba.

Sobieski przez pół mili uciekał wraz z 7 towarzyszami. Razem z królem uchodził koniuszy wielki koronny Marek Matczyński. Gdy dwóch spahisów dogoniło króla pod którym padł koń, zasłonił go rajtar o imieniu Jędrek, pochodzący prawdopodobnie z chłopów. Sobieski poczuł się bezpieczny dopiero wtedy, gdy dotarł do nadchodzącej polskiej piechoty i regimentów jazdy Karola V Leopolda.

Ściganym Polakom Turcy zadali znaczne straty. Przed całkowitą zagładą jazdę polską uratowała nadciągająca polska piechota i austriacka jazda, na widok których Turcy wstrzymali pościg. Przez pewien czas Turcy byli przekonani, że Sobieski poległ. Spowodowane było to tym, że znaleźli na pobojowisku ciało wojewody pomorskiego Władysława Denhoffa, bardzo podobnego do króla. Głowę wojewody odcięto i triumfalnie odwieziono do Budy.

II bitwa pod Parkanami.

8 października Sobieski skoncentrował wszystkie dostępne siły i postanowił stoczyć z Turkami walną bitwę. Turcy także ściągnęli posiłki gromadząc 36000 wojska (głównie jazdy). Turcy rozwinęli szyki na północny zachód od Parkan (dziś Sturovo na Słowacji), przy czym same Parkany obsadzone przez janczarów stanowiły osłonę lewego skrzydła armii tureckiej. Za szykiem tureckim znajdowała się rzeka Garam (obecnie Hron), dopływ Dunaju. Turcy pragnęli swym prawym skrzydłem złamać lewe skrzydło armii Sobieskiego i zepchnąć je do Dunaju.

Sobieski przewidział to, dlatego oparł liczące 7500 ustawionej w szachownicę jazdy i piechoty lewe skrzydło o wzgórza. W środku szyku stanęły liczące 16 000 żołnierzy wojska cesarskie (dowodzący Dunewald, Starhemberg, Ludwik Wilhelm Badeński) piechota w centrum, a jazda na skrzydłach: na lewym Jabłonowski, na prawym Lubomirski.

Zadaniem lewego skrzydła i centrum było związanie Turków walką. W tym czasie prawe skrzydło polskie miało odciąć nieprzyjaciela od Parkan, uniemożliwiając w ten sposób odwrót. Dodatkowo lewe skrzydło miał osłaniać przed nadejściem Tatarów lub Węgrów Tökölego specjalny oddział Stefana Czarnieckiego, bliskiego kuzyna hetmana Czarnieckiego.

9 października pierwsze uderzenie Turcy przeprowadzili przeciwko wojskom cesarskim i zostali odparci. Następnie większość sił tureckich zaczęła koncentrować się naprzeciw lewego skrzydła armii Sobieskiego. Ataki jazdy tureckiej powstrzymywała swym ogniem polska piechota i artyleria.

Później następowały kontrataki jazdy Jabłonowskiego. Przedłużająca się walka na tym skrzydle coraz bardziej absorbowała uwagę Turków, co pozwoliło Sobieskiemu podsunąć jazdę prawego skrzydła pod Parkany i odciąć Turkom jedyną drogę odwrotu przez most. Fakt ten połączony z narastającym naciskiem sił polsko-cesarskich spowodował, że Turcy rzucili się do ucieczki.

Przedmoście zdobyła polska i austriacka piechota, a sam most zawalił się na skutek celnego ognia artylerii Marcina Kątskiego. Jazda turecka próbowała przeprawy przez Dunaj na Ostrzyhom, wyginęła jednak pod ogniem Polaków i żołnierzy cesarskich. Przed zniszczeniem mostu na drugi brzeg zdążył się przeprawić jedynie Mehmed na czele 800 żołnierzy. Około 2000 żołnierzy przedostało się na drugi brzeg rzeki innymi sposobami. Do niewoli wzięto zaledwie 1500 Turków, którzy poprosili o łaskę, na placu bitwy zginęło 9000 Turków.

Bitwa okazała się być całkowitym i dewastującym zwycięstwem wojsk dowodzonych przez Sobieskiego. W odmętach rzeki lub na kopiach husarskich poległ kwiat kawalerii tureckiej. Wielo tysięczne straty w szeregach elitarnej jazdy spahisów, zaprawionej w bojach i świetnie wyszkolonej. Były bardzo bolesne dla sułtana tureckiego. Dzięki temu ofensywne zapędy Turków zostały wyhamowane na kilka lat.

Praktycznie całkowita masakra spotkała kilkudziesięciotysięczną armię turecką, a droga do wyzwolenia Węgier stanęła otworem.

Sprzeciw austriacki nie pozwolił jednak połączonym armiom koalicji wyzwolić krajów korony św. Stefana, co mogłoby się udać w ciągu kilku miesięcy, gdyż siły tureckie były całkowicie rozbite. Przebiegli Niemcy obawiali się niepodległych Węgier tak mocno jak Turków.

leszekczarny
http://tojuzbylo.pl

Posted in Uncategorized | Leave a comment

Małżeńska historia Polski

(tendencyjny artykul kierujacy oczy na zachod? O zawsze Niemcy przynosili Polakom szkode… – admin)

 

Małżeńska historia Polski

„Bella gerant alii, tu, felix Austria, nube!” – Niech inni prowadzą wojny, a ty, szczęśliwa Austrio, żeń się! Ta dewiza przyświecała Habsburgom – najpotężniejszej katolickiej dynastii w dziejach Europy. Austriacki dom panujący wolał bowiem zawierać przymierza niż toczyć wojny, których wynik zawsze był przecież niepewny, a koszty i straty zwykle ogromne. A nieodzownym elementem politycznych przymierzy między monarchiami dawnej Europy były małżeństwa członków rodzin panujących. W tej dziedzinie potężnie rozrośnięty ród Habsburgów okazał się bezkonkurencyjny.

Ale nie tylko Austria miała swoją „historię matrymonialną”. Tak naprawdę w dziejach każdego państwa małżeństwa władców odgrywały kluczową, choć mocno niedocenianą dziś rolę. Dreszczyk emocji – najczęściej niezdrowej – wzbudzają bowiem barwne opowieści o życiu prywatnym królów i cesarzy, na czym korzystają autorzy i wydawcy poczytnych książek oraz twórcy popularnych filmów i seriali. Taka „tabloidyzacja” historii niczemu dobremu nie służy, utrwala tylko przekonanie, że „wielcy tego świata” umieli się „dobrze bawić”, zatem taki styl życia godny jest pochwały i naśladowania. Tymczasem owe barwne epizody, nawet jeśli są prawdziwe (a z tym bywa różnie), przesłaniają to, co naprawdę istotne: że w chrześcijańskim świecie małżeństwo jest instytucją fundamentalną, zarówno w wymiarze prywatnym, jak i publicznym. Co więcej, stosunek do instytucji małżeństwa stanowi bardzo dobry miernik kondycji moralnej danego społeczeństwa.

„Matka chrzestna” Polaków

Z takiej perspektywy warto spojrzeć na dzieje naszej ojczyzny, której władcy co prawda nie stronili od wojen, ale też chyba mieli szczęście do dobrych związków małżeńskich. Zacząć wypada od stwierdzenia faktu tyleż oczywistego, co jednak słabo uświadamianego, że narodziny Polski jako kraju chrześcijańskiego ściśle wiążą się właśnie z małżeństwem. Nie przypadkowo bowiem Gall Anonim w swojej kronice wspomina, iż Mieszko I

w takich był pogrążony błędach pogaństwa, że wedle zwyczaju swego siedmiu żon zażywał. W końcu zażądał w małżeństwo jednej bardzo dobrej chrześcijanki z Czech, imieniem Dubrowka. Lecz ona odmówiła poślubienia go, jeśli nie zrzuci swego zdrożnego obyczaju i nie przyrzeknie zostać chrześcijaninem. Gdy zaś na to przystał, że porzuci ów zwyczaj pogański i przyjmie sakramenta wiary chrześcijańskiej, księżna owa przybyła do Polski z wielkim orszakiem świeckich i duchownych, ale nie pierwej podzieliła z nim łoże małżeńskie, aż powoli a pilnie zaznajamiając się z obyczajem chrześcijańskim i prawami kościelnymi, wyrzekł się błędów pogaństwa i przeszedł na łono matki Kościoła. Pierwszy więc książę Polski Mieszko dostąpił łaski chrztu za sprawą wiernej żony.

Trudno nie wierzyć pierwszemu polskiemu kronikarzowi, skoro sto lat przed nim niemiecki biskup Thietmar w swojej kronice szczegółowo opisał działania Dobrawy, konstatując:

Pracowała więc nad nawróceniem swego małżonka i wysłuchał jej miłościwy Stwórca. Jego nieskończona łaska sprawiła, iż ten, który Go tak srogo prześladował, pokajał się i pozbył się na ustawiczne namowy swej ukochanej małżonki jadu przyrodzonego pogaństwa, chrztem świętym zmywając plamę grzechu pierworodnego. I natychmiast w ślad za głową i swoim umiłowanym władcą poszły ułomne dotąd członki spośród ludu i w szatę godową przyodziane w poczet synów Chrystusowych zostały zaliczone.

Nie ulega zatem wątpliwości, że Dobrawa (bo tak najpewniej brzmiało jej czeskie imię, błędnie spolszczone na „Dąbrówkę”, gdyż pochodziło od słowa „Dobra”, po łacinie Bona) była de facto matką chrzestną nie tylko swojego męża, ale i całego kraju, który od tego momentu zaczął przyjmować wiarę katolicką. Oczywiście mają rację ci historycy, którzy wiążą to małżeństwo z sojuszem polsko-czeskim, bynajmniej jednak nie antyniemieckim, gdyż oba państwa znajdowały się w sferze oddziaływania zarówno cesarstwa Ottonów, jak i Kościoła niemieckiego.

Rodzinna Europa

Przypisywanie dziś naszemu pierwszemu władcy antyniemieckich uprzedzeń nie ma sensu również w świetle drugiego małżeństwa Mieszka I – po śmierci Dobrawy w 977 roku – z Odą, córką margrabiego Dytryka, która specjalnie w tym celu opuściła klasztor. Warto sobie uświadomić, że związek Ody z Mieszkiem trwał dłużej niż małżeństwo księcia z Dobrawą, a druga żona urodziła Mieszkowi aż trzech synów, podczas gdy Dobrawa tylko jednego – Bolesława Chrobrego. Ale to właśnie Chrobry, przejmując po śmierci ojca pełnię władzy, wygnał macochę i przyrodnich braci nie tylko z Polski, ale też – jak się miało okazać – z polskiej pamięci historycznej. Do umocnienia „czarnej legendy” Ody przyczyniły się też popularne powieści „piastowskie” Karola Bunscha. Nasza druga władczyni chyba jednak nie zasłużyła na takie potraktowanie, tym bardziej, że jej imię figuruje pod pierwszym ważnym dokumentem w dziejach Polski, nazywanym Dagome iudex. Ten polityczny testament Mieszka oddawał państwo polskie świętemu Piotrowi, czyli pod opiekę Stolicy Apostolskiej. Było to nie tylko symboliczne zwieńczenie misji dziejowej księcia gnieźnieńskiego, ale też jednoznacze potwierdzenie miejsca Polski w chrześcijańskiej Europie.

Zresztą i wśród czterech kolejnych żon Bolesława Chrobrego nie brakowało niemieckich arystokratek, lecz postacią prawdziwie wielkiego formatu była dopiero żona jego następcy, Mieszka II. Królowa Rycheza była córką palatyna reńskiego, a ze strony matki – wnuczką cesarza Ottona II i cesarzowej Teofano (sławnej księżniczki bizantyńskiej) oraz siostrzenicą Ottona III. Być może to cesarskie pochodzenie sprawiło, że również wokół Rychezy narosła „czarna legenda”, jakoby miała udział w obaleniu rządów swego męża. W rzeczywistości jej wpływ na losy Polski okazał się wielce pozytywny: nie tylko zadbała o staranne, klasztorne wykształcenie swojego syna, Kazimierza Odnowiciela, ale przede wszystkim, dzięki swoim wpływom w Niemczech, walnie przyczyniła się do odzyskania przezeń władzy w państwie polskim, które w ten sposób podniosło się z ruin po pierwszym kryzysie dziejowym w latach trzydziestych XI wieku.

To właśnie małżeństwa Piastów i Piastówien są najlepszym dowodem na silną pozycję młodego państwa w średniowiecznej Europie. Już córka Mieszka I i Dobrawy, Sygryda, była żoną kolejno królów Szwecji i Danii. Natomiast Gertruda, córka Mieszka II i Rychezy, została wydana za księcia kijowskiego Izjasława. Z jej imieniem łączy się tzw. Kodeks Gertrudy – spisany na pergaminie i pięknie ozdobiony miniaturami modlitewnik, stanowiący potwierdzenie wysokiej kultury umysłowej panującej na dworach nowych państw chrześcijańskich środkowo-wschodniej Europy już w XI wieku. Związki ówczesnej Polski z Rusią Kijowską były zresztą bardzo ścisłe, skoro żony brali stamtąd kolejni Piastowie: Kazimierz Odnowiciel, Bolesław Śmiały, Bolesław Krzywousty, Bolesław Kędzierzawy, Mieszko Stary, Leszek Biały, Konrad Mazowiecki, Leszek Czarny. Przeczy to kolejnemu mitowi – o naszym rzekomo odwiecznym konflikcie ze wschodnimi sąsiadami. Podobnie jak w przypadku relacji z Niemcami, średniowieczna Polska nie miała na Rusi stałych wrogów, zaś liczne małżeństwa, zawierane zarówno na kierunku wschodnim, jak i zachodnim, pokazują, że ówczesna Europa stanowiła wspólnotę religijną i cywilizacyjną, skupioną wokół Rzymu. Na linii Kijów – Kraków – Kolonia nasi władcy czuli się jak u siebie w domu, bo wszędzie po drodze mogli spotkać krewnych i powinowatych.

Epoka świętych żon

Tę linię trzeba by jeszcze rozciągnąć na Pragę i Budę (dzisiejszy Budapeszt), bo czeskie i węgierskie królewny nieraz zasiadały na krakowskim tronie, a polskie – na tronach państw sąsiednich. Tak jak błogosławiona Salomea, córka księcia Leszka Białego, wydana za mąż za węgierskiego królewicza Kolomana, który na kilka lat został królem halickim (ze stolicą w ruskim Haliczu, od którego kilka wieków później utworzono nazwę Galicja), a po utracie tego efemerycznego państwa objął władzę w Słowenii i Chorwacji. Po śmierci męża, który zmarł w wyniku ran odniesionych w walce z najazdem tatarskim, Salomea wstąpiła do klasztoru klarysek w Zawichoście (później przeniesionego do Skały), którego była założycielką.

Ta błogosławiona piastówna niewątpliwie miała decydujący wpływ na zawarcie małżeństwa jej brata, księcia Bolesława Wstydliwego, ze świętą Kingą (a właściwie Kunegundą), córką króla węgierskiego Beli IV, po kądzieli wnuczką cesarza bizantyńskiego. Św. Kinga znana jest u nas głównie jako bohaterka legendy o sprowadzeniu soli do kopalń małopolskich. Znacznie słabiej pamięta się o tym, że była tercjarką franciszkańską (przez ponad 30 lat wraz z mężem zachowali czystość małżeńską) i założycielka klasztoru klarysek w Starym Sączu, gdzie zakończyła swój pobożny żywot. Warto też przypomnieć, że na dworze Kingi wychowała się jej młodsza siostra, błogosławiona Jolenta-Helena, która została żoną księcia wielkopolskiego Bolesław Pobożnego. Również i ona zakończyła ziemską wędrówkę w założonym przez siebie klasztorze klarysek, tyle że w Gnieźnie. Jakże wymowny jest fakt, że córka owej błogosławionej, Jadwiga, została żoną Władysława Łokietka i razem z nim otrzymała koronę królewską w roku 1320.

Najpiękniejszymi kwiatami na wielkim piastowskim drzewie okazały się jednak dwie inne Jadwigi, obie uznane przez Kościół za święte. Co ciekawe, również i one nie były rodowitymi piastównami, lecz wspaniałym przeszczepem z innych katolickich rodów Europy. Święta Jadwiga Śląska pochodziła z wpływowej niemieckiej arystokracji, a jej matka wywodziła się z rodu Wettynów – tego samego, który wyda później dwóch saskich królów Polski. Jako żona księcia śląskiego, Henryka Brodatego, jednego z najlepszych gospodarzy na ziemiach polskich, urodziła siedmioro dzieci, po czym wycofała się do założonego przez męża klasztoru cystersek w Trzebnicy (choć formalnych ślubów zakonnych nigdy nie złożyła). Znana była z żarliwej pobożności, surowego umartwiania, szerokiej działalności dobroczynnej i budowy wielu świątyń. Przeżyła zarówno męża, jak i syna, księcia Henryka Pobożnego, który zginął w bitwie z Tatarami pod Legnicą w 1241 roku.

O ile kult śląskiej księżnej ma dziś głównie charakter lokalny, to druga święta Jadwiga znana jest chyba wszystkim Polakom. Mowa oczywiście o córce Ludwika Węgierskiego i żonie Władysława Jagiełły, zmarłej w wieku 25 lat królowej – a właściwie samodzielnym królu – Polski. Stanowi ona swoisty pomost łączący dynastie Piastów (matką jej ojca była wszak Elżbieta Łokietkówna, siostra Kazimierza Wielkiego, która rządziła Polską w imieniu syna, urzędującego w Budzie), Andegawenów (ród francusko-neapolitańsko-węgierski, wywodzący się od brata króla Ludwika Świętego) i Jagiellonów. Sama co prawda potomstwa nie pozostawiła, lecz swoim małżeństwem z wielkim księciem litewskim nie tylko stała się „matką chrzestną” dla Litwy – niczym Dobrawa dla Polski – ale też zapewniła ciągłość władzy na polskim tronie, gdyż synowie, wnukowie i prawnuk Jagiełły rządzić mieli państwem polsko-litewskim przez blisko dwa stulecia.

Królowe rodem z Wiednia

Wybór Jadwigi, podpowiedziany oczywiście przez możnych panów małopolskich, okazał się przełomowy również w obliczu alternatywy, jaka stała wówczas przed Polską. Wszak Jadwigę od dzieciństwa przygotowywano do małżeństwa z księciem Wilhelmem Habsburgiem. Pomijając już całą romantyczną legendę, jaka powstała wokół tego związku, warto uświadomić sobie, że gdyby córka Ludwika Węgierskiego pozostała jednak wierna tej dziecięcej miłości, losy naszej części Europy potoczyłyby się zupełnie inaczej. Litwini musieliby poradzić sobie sami (zwłaszcza w kontekście sąsiedztwa z Moskwą z jednej i z państwem krzyżackim z drugiej strony), natomiast piastowska Polska stałaby się częścią wielonarodowego imperium Habsburgów, które w następnych wiekach rozciągało się od Węgier po Hiszpanię.

Inna sprawa, że może nie byłby to najgorszy wybór, szczególnie w przededniu reformacji, która podzieliła Europę na katolicką i heretycką. Habsburgowie (nie bez udziału naszego kardynała Hozjusza!) pozostali przy wierze katolickiej i to dzięki nim kontr- reformacja zdołała uratować dużą część kontynentu przed protestancką zarazą. Na szczęście również Polska Jagiellonów i Wazów nie zdradziła Kościoła rzymskiego, lecz stanowczo za mało zwraca się tu uwagę na rolę bliskich stosunków naszego kraju z Habsburgami. A na bliskość tych stosunków wpływały kolejne małżeństwa córek „szczęśliwej Austrii” z polskimi królami.

Pierwszą Habsburżanką na naszym tronie była Elżbieta Rakuszanka, żona Kazimierza Jagiellończyka, żarliwa katoliczka, zwana „matką królów”, gdyż urodziła aż sześciu synów, z których czterech nosiło koronę, piąty był kardynałem i prymasem Polski, a szósty, Kazimierz, został świętym. Dwie Habsburżanki, córki cesarza Ferdynanda I, Elżbieta i Katarzyna, były żonami ostatniego z Jagiellonów, Zygmunta Augusta (pomiędzy tymi małżeństwami znalazło się miejsce na sławetny, lecz niedługi związek króla z Barbarą Radziwiłłówną, który tak oburzył elity Rzeczypospolitej). Siostrami były również dwie kolejne żony Zygmunta III Wazy, Anna i Konstancja z rodu Habsburgów. Każda z nich była matką jednego z kolejnych królów Polski – Władysława IV i Jana Kazimierza. Niedługo panujący król Michał Korybut Wiśniowiecki poślubił zaś Eleonorę Marię Józefę, siostrę cesarza Leopolda I, co było potwierdzeniem ścisłego sojuszu Warszawy z Wiedniem, który kilkanaście lat później zaowocował odsieczą Jana III Sobieskiego.

Warto wspomnieć, że ostatnią królową Polski również była Habsburżanka, Maria Józefa, córka cesarza Józefa I, żona króla Augusta III Sasa. Z tego związku narodziło się czternaścioro dzieci, choć wieku dojrzałego doczekało tylko pięciu synów. Zmarła w roku 1757, sześć lat przed swoim mężem i piętnaście lat przed pierwszym rozbiorem Polski, który potwierdził, że Polska nie ma już przyjaciół ani sojuszników, również w Wiedniu.

W obliczu katastrofy

Należy też przypomnieć, że nasz ostatni król nie zdecydował się na założenie rodziny, prowadząc życie iście „oświeceniowe”, czyli pełne pozamałżenskich związków i nieślubnych dzieci. Nie on pierwszy, rzecz jasna, wśród polskich władców siał zgorszenie wśród swoich poddanych, choć akurat XVIII stulecie sprzyjało takiemu modelowi życia. Dosadnie pisał o tym ks. Walenty Gadowski w Apologetycznym katechizmie katolickim, wydanym w czasie II wojny światowej (wznowionym przez Te Deum w 2002 r.):

W drugiej połowie XVIII wieku magnateria polska lubowała się w rozwodach i wyszydzała wierność małżeńską. Ci sami ludzie okazali się obojętni na rozbiory państwa polskiego i bawili się wesoło na przyjęciach u ambasadorów rosyjskich. Na odwrót, co powstrzymało falę germanizacji w Poznańskiem za czasów Bismarcka? Duchowieństwo katolickie i zdrowie rodziny polskie. Z przekąsem Bismarck nazwał Poznańskie «istną królikarnią». Niestety, rząd Polski niepodległej starał się pośrednio zmniejszyć ilość Polaków, bo popierał prądy krzewiące maltuzjanizm i ułatwiające poronienia. Czy nie było to spychaniem rodzin do roli cichego nierządu? Jak rozpusta jednostki grozi jej zagładą fizyczną i duchową, tak rozpusta w rodzinach prowadzi do samobójstwa narodowego. Niestety, przykład szedł z góry: od kół rządzących, wojskowych i cywilnych; nie wstydzono się nawet zamiany żon na jakiś czas. Naśladowała to inteligencja w miastach, a nawet na wsiach zaznaczył się wybitny spadek urodzin. Toteż powtórzyła się katastrofa z wieku XVIII – i to w okolicznościach hańbiacych imię Polaka.

Niezwykle przykre to słowa, lecz niestety prawdziwe, bo upadek zarówno I Rzeczypospolitej, jak i II Rzeczypospolitej miał swoje źródła nie tylko polityczne i militarne, ale także moralne. A może przede wszystkim moralne, gdyż trudno oczekiwać po zepsutych elitach, by prowadziły kraj we właściwym kierunku. Najlepszym zaś barometrem moralnego zdrowia lub choroby jest stosunek do instytucji małżenstwa: tam, gdzie normą jest trwałość i wierność małżeńska, tam i inne normy moralne są zachowane, natomiast powszechność rozwodów i życia pozamałżeńskiego niczego dobrego przynieść nie może. Cóż zatem po krzykliwym patriotyzmie naszych elit „oświeceniowych” i „niepodległościowych”, skoro miały one w pogardzie szóste i dziewiąte przykazanie, a co gorsza, pogardę taką uważały za coś normalnego?

Niestety, dzisiejsza Polska nie jest pod tym względem lepsza, a pewnie nawet i gorsza. Czego innego jednak można się spodziewać po kraju, w którym stawia się pomniki rozwodnikom i rozpustnikom, a imiona świętych żon i mężów pogrążają się w mrokach niepamięci?

Posted in Uncategorized | 1 Comment

Fort Krzesławice – zapomniane miejsce polskiej martyrologii

Fort Krzesławice – zapomniane miejsce polskiej martyrologii

Fort 49-Krzesławice, obecnie Młodzieżowy Dom Kultury. Fot. Wikipedia.

9 września w ramach Dni Pamięci Ofiar Gestapo, zorganizowanych po raz jedenasty przez Muzeum Historyczne Miasta Krakowa, zwiedziłem Fort 49-Krzesławice – miejsce kaźni więźniów gestapo.

Od jesieni 1939 do jesieni 1941 roku rozstrzelano tam 440 Polaków, przywiezionych głównie z więzienia policyjnego przy ulicy Montelupich w Krakowie.

Opiekunem tego miejsca pamięci jest Młodzieżowy Dom Kultury Fort 49-Krzesławice. Jego dyrektor – Franciszek Dziadoń – położył ogromne zasługi dla renowacji Fortu 49 oraz odnalezienia i upamiętnienia wszystkich miejsc egzekucji. Warszawa miała Palmiry, Łódź lasy lućmierskie, niewielkie Wadowice zagajnik Księża Barć, a Kraków Fort Krzesławice. Miejsca egzekucji ofiar gestapo można znaleźć w wielu miejscowościach Polski. Niektóre z nich są powszechnie znane, inne mniej, a inne niemal całkiem zapomniane.

Fort Krzesławice przez pewien czas należał do tych ostatnich. Groziło mu nawet całkowite wymazanie z mapy miejsc pamięci narodowej. Jaka jest jego historia?

Krzesławice, to dawna podkrakowska wieś nad rzeką Dłubnią, oddalona około 9 km na północny wschód od centrum Krakowa. Obecnie jest częścią Krakowa, wchodząc w skład Dzielnicy XVII-Wzgórza Krzesławickie. Historia Krzesławic sięga XII wieku. Wśród właścicieli wsi na przestrzeni wieków byli m.in. klasztor Bożogrobców w Miechowie, Akademia Krakowska, Hugo Kołłątaj i Jan Matejko.

W latach 80-tych XIX wieku na północnym, granicznym wzgórzu wsi – Łysej Górze – Austriacy wznieśli Fort 49-Krzesławice. Był to jeden z elementów ufortyfikowania Krakowa trzema pierścieniami umocnień. Tzw. Twierdza Kraków stanowiła wówczas największy zespół obronny na ziemiach polskich i jeden z największych w Europie. Cały fort miał 19 obiektów, z których do dzisiaj zachowało się 16.

Służbę wojskową w Forcie Krzesławice przed 1914 rokiem odbywał m.in. Wincenty Witos. Fort 49 razem z sąsiednimi Fortami Dłubnia i Grębałów odegrał ważną rolę podczas pierwszej fazy tzw. bitwy o Kraków (16-25 listopada 1914 roku), kiedy wojska austro-węgierskie przy wsparciu części artylerii Twierdzy Kraków zatrzymały ofensywę wojsk rosyjskich na północ od miasta.

W 1918 roku obiekty Twierdzy Kraków przejęło Wojsko Polskie, zmieniając jej nazwę na Obóz Warowny Kraków. W Forcie Krzesławice początkowo ulokowano magazyn amunicji, a następnie stację nasłuchu kontrwywiadu wojskowego, zbierającą m.in. materiały służące rozwiązaniu tajemnicy „Enigmy”. Była to jedna z siedmiu ówczesnych polskich stacji nasłuchowych, z których trzy były skierowane przeciw Niemcom.

Tragiczna historia Fortu 49-Krzesławice rozpoczęła się po zajęciu Krakowa przez wojska niemieckie 6 września 1939 roku. Już 13 września okupant przejął poaustriackie więzienie przy ulicy Montelupich 7, a niedługo potem więzienie przy ulicy Senackiej 3, mieszczące się w zabudowaniach dawnego klasztoru i kościoła św. Michała. Wkrótce więzienia te zapełniły się aresztowanymi Polakami – osobami uznanymi przez gestapo za należące do „warstwy przywódczej” i członkami pierwszych organizacji konspiracyjnych.

Więźniów kierowano na śledztwo do siedziby gestapo w Domu Śląskim przy ulicy Pomorskiej 2. Po jego zakończeniu ofiary wywożono do obozów koncentracyjnych, a skazanych w parodii procesu przez policyjny sąd doraźny na egzekucję.

W pierwszym roku okupacji, kiedy nie było jeszcze KL Auschwitz, miejscem deportacji więźniów politycznych z Krakowa były obozy koncentracyjne w tzw. „starej Rzeszy”. Natomiast na miejsce egzekucji ofiar sądu doraźnego gestapo wybrało Fort Krzesławice.

O wyborze zadecydowała przede wszystkim lokalizacja – z dala od osiedli miejskich – oraz specyfika tego miejsca. Grube mury i zabudowania forteczne pozwalały zamaskować egzekucję. We wrześniu 1939 roku wywieziono z fortu pozostałą po Wojsku Polskim amunicję, a 11 października skierowano tam pierwsze ofiary do rozstrzelania. Przywożono je krytymi samochodami ciężarowymi z więzienia przy ulicy Montelupich i z więzienia św. Michała. W dzień poprzedzający egzekucję kierowano też do fortu grupę około 25 więźniów, którzy musieli wykopać masowy grób dla ofiar. Następnie zawożono ich z powrotem do więzienia.

Egzekucje w Forcie Krzesławice odbywały się od 11 października 1939 do 7 listopada 1941 roku. W sumie przeprowadzono 12 egzekucji: trzy w 1939 roku, siedem w 1940 roku i dwie w 1941 roku. Rozstrzeliwań dokonywała policja ochronna (Schutzpolizei). Rodziny zamordowanych fałszywie informowano, że ich bliskich jakoby wywieziono na roboty do Rzeszy.

Jedną z pierwszych ofiar rozstrzelanych w forcie był Henryk Schabenbeck (1886-1939) – wybitny polski fotografik i operator filmowy, działacz Towarzystwa Gimnastycznego „Sokół” i Polskiego Związku Narciarskiego, od 1934 roku radny i wiceburmistrz Zakopanego. Z pochodzenia Austriak, z wyboru Polak. Za ten wybór i działalność społeczną zapłacił śmiercią z rąk gestapo. Jego syn Stefan także został aresztowany i osadzony w KL Auschwitz, a następnie w KL Sachsenhausen, gdzie zginął podczas nalotu alianckiego 15 marca 1945 roku.

Ważnym świadkiem tego, co działo się w Forcie Krzesławice stał się skoczek narciarski i olimpijczyk Stanisław Marusarz (1913-1993). Znajdował się on w grupie 25 więźniów, którym 28 czerwca 1940 roku żandarmi niemieccy polecili wykopać masowy grób na terenie fortu. Następnego dnia nad tym wykopem odbyła się egzekucja 35 osób (34 Polaków i jednego Żyda), aresztowanych 23 czerwca 1940 roku podczas tzw. „czarnej niedzieli” w Myślenicach.

Marusarz podczas kopania grobu dla tych ofiar widział ślady krwi na murze podziurawionym kulami. Ponieważ otrzymał już wyrok śmierci policyjnego sądu doraźnego, nie miał wątpliwości, że zginie podczas następnej egzekucji, która odbyła się 2 lipca. Tego dnia wraz z kilkoma innymi więźniami podjął próbę ucieczki. Tylko jemu i Aleksandrowi Bugajskiemu udało się pokonać czterometrowy mur więzienia przy ulicy Montelupich i zasieki z drutu kolczastego. Pozostali zginęli od kul strażników.

Jedną z ofiar egzekucji z 2 lipca był Mieczysław Filk. W dniu poprzedzającym egzekucję zdążył nielegalnie wysłać z więzienia gryps do rodziny. Napisał w nim m.in.:

„W tych dniach będę rozstrzelany, jakkolwiek wyroku jeszcze nie dostałem, lecz znajduję się w podobnej sytuacji, co czterdziestu pięciu [w rzeczywistości 35 – przyp. BP] przede mną rozstrzelanych 29 czerwca.

Fort 49-Krzesławice – ściana śmierci pod kaponierą wschodnią. Fot. Zbigniew Zaczkowski.

Razem nas rozstrzelają około stu pięćdziesięciu. W większej części niewinnych. Zachowuję do ostatka pogodę ducha i nie załamuję się na razie. Prawdopodobnie mogiła moja będzie, jak czterdziestu pięciu poprzednich w forcie Krzesławice koło Mogiły. Do ostatnich chwil jeszcze łudziłem się nadzieją, lecz prawdopodobnie na próżno. Jest godzina 3-cia po południu – dwudziestu pięciu z nas pojechało groby kopać. Dziwicie się, że tak się o tym rozpisuję z lekkim sercem, ale naprawdę zbytnio nie przejmuję się tym. Wiem, że na tamtym świecie będzie mi naprawdę lepiej. Modlę się teraz często o lekką śmierć i szczęście wieczne. Jakkolwiek by Was zapewniali o nas, że żyjemy, nie wierzcie tym mordercom. Giniemy razem ze wszystkich stanów od robotnika i rolnika do profesorów i pułkowników, tak młodzi jak i starzy za rzeczy poważne i błahostki. Przykro mi po części żegnać się z tym światem i z Wami, lecz przecież kiedyś się spotkamy. Będzie to dla Was bolesny cios, lecz widocznie tak miałem przeznaczone – zginąć za Ojczyznę”[1].

Kolejna egzekucja miała miejsce 4 lipca 1940 roku. Jej ofiarą był min. 19-letni Jerzy Krokay, który w ostatnim grypsie z więzienia napisał: „Zawsze byłem ryzykantem i nim zostanę, kulki się nie obawiam, bo zginąć za Ojczyznę jest honorem każdego Polaka”[2].

Jerzy Krokay został rozstrzelany wraz ze swoim 50-letnim ojcem, majorem dypl. Walerym Alojzy Krokayem (1889-1940). Obu aresztowano w ramach Akcji AB. Walery Alojzy Krokay był bratem kpt. Walerego Mariana Krokaya (1914-1982) – cichociemnego i oficera 27. Wołyńskiej Dywizji Piechoty AK.

Do innych znanych ofiar rozstrzelanych w Forcie Krzesławice należeli: ppłk Piotr Sosialuk – były dowódca 73. pułku piechoty w Katowicach, nauczyciele Kazimierz Dutkiewicz, Irena Dzius, Jan Głębicki, Marian Głębicki, Wincenty Frączek, Marian Lubaczowski, Karol Święch, Józef Wawrzeczko, urzędnicy Józef Janta i Franciszek Ujczak, prawnicy – dr Emil Bicz, Antoni Burtan i Bolesław Karwaciński.

Łącznie w egzekucjach z 29 czerwca oraz 2 i 4 lipca 1940 roku rozstrzelano około 150 osób – ofiar „czarnej niedzieli” w Myślenicach, a także Akcji AB.

Jesienią 1941 roku gestapo zaprzestało egzekucji w Forcie Krzesławice. Od ponad roku funkcjonował już KL Auschwitz. Tam gestapo kierowało teraz swoje ofiary. Deportacja do obozu była równoznaczna z wyrokiem śmierci. Czasem ta śmierć następowała bardzo szybko, jak w wypadku 167 mieszkańców Krakowa, których 16 kwietnia 1942 roku aresztowano w Kawiarni Plastyków i podczas nocnej obławy w mieście. Byli to inteligenci, m.in. artyści i oficerowie. 24 i 25 kwietnia przywieziono ich do KL Auschwitz, a 27 maja rozstrzelano pod Ścianą Śmierci na dziedzińcu bloku 11 w obozie macierzystym. Ogółem w latach 1940-1944 deportowano do KL Auschwitz z więzienia policyjnego przy ulicy Montelupich w Krakowie około 17 tys. Polaków.

Po wojnie Główna Komisja Badania Zbrodni Niemieckich (później Hitlerowskich) w Polsce przystąpiła do zbadania terenu Fortu 49-Krzesławice. W okresie od 15 października do 6 grudnia 1945 roku przekopano cały teren ziemny fortu i odkryto 29 grobów, z których wydobyto 440 zwłok, w tym 18 kobiecych. Ustalono, że rozstrzeliwania miały miejsce na placu fortecznym, na dziedzińcu koszarowym, w fosach i przy kaponierach.

Zastosowany sposób badania uniemożliwił pominięcie jakiejkolwiek mogiły. W związku z tym, że zwłoki uległy znacznemu rozkładowi, tylko w 24 przypadkach rodziny z całą pewnością zidentyfikowały bliskich, a w 80 przypadkach identyfikacja stała się możliwa na podstawie znalezionych przy zwłokach dokumentów i przedmiotów, okazanych rodzinom w latach 1946-1947. Łącznie zidentyfikowano 104 osoby, a zwłoki 336 osób pozostały bezimienne. Wszystkie ofiary pochowano w zbiorowej mogile obok fortu.

W latach 60. XX wieku GKBZHwP prowadziła drugie śledztwo w sprawie Fortu Krzesławice, które miało na celu znalezienie bezpośrednich sprawców zbrodni. Niestety nie przyniosło ono rezultatów. Główną odpowiedzialność za zbrodnie popełnione w Forcie Krzesławice ponoszą komendanci SD i Policji Bezpieczeństwa w dystrykcie krakowskim. W latach 1939-1941 byli nimi: Bruno Müller, Walter Huppenkothen, Ludwig Hahn (późniejszy szef SD i Policji Bezpieczeństwa w dystrykcie warszawskim) i Max Grosskopf.

Spośród nich zostali skazani Bruno Müller i Ludwig Hahn. Müller stanął w 1947 roku przed Brytyjskim Trybunałem Wojskowym w Hamburgu, który wymierzył mu 20 lat więzienia za zbrodnie popełnione pod koniec wojny. Jednakże już w 1953 roku mógł cieszyć się wolnością. Hahn został skazany w RFN w 1975 roku na dożywocie, ale tylko za deportacje Żydów do ośrodka zagłady w Treblince. Zwolniono go z więzienia po ośmiu latach. Za zbrodnie w Forcie Krzesławice nikogo zatem nie ukarano.

27 maja 1956 roku gen. Franciszek Księżarczyk w imieniu Rady Naczelnej ZBoWiD dokonał uroczystego odsłonięcia tablicy pamiątkowej na zbiorowej mogile ofiar. Znalazły się na niej błędne daty (1943-1945) dokonywanych w Forcie Krzesławice egzekucji. Natomiast 6 lipca 1957 roku pomnik ku czci rozstrzelanych w forcie Polaków odsłonił premier Józef Cyrankiewicz. W uroczystości tej wzięło udział około 20 tys. osób, w tym delegacje z NRD i Czechosłowacji.

Fort 49-Krzesławice-pomnik ofiar gestapo. Fot. Wikipedia.

Wkrótce jednak doszło do skandalicznej dewastacji i profanacji miejsca pamięci. W latach 60. XX wieku na południe od masowego grobu i pomnika rozpoczęto budowę bloków mieszkalnych. Wokół fortu zaczęły powstawać żywiołowo zakładane przez mieszkańców ogródki warzywne. Władze dzielnicy Nowa Huta przyzwoliły na to, żeby miejsce uświęcone męczeństwem Polaków zamienić na teren rekreacyjno-działkowy.

W drugiej połowie lat 70. XX wieku wysadzono w powietrzę kaponierę zachodnią fortu oraz dwa schrony, a dwie pozostałe kaponiery zasypano. Duży fragment północno-wschodniej fosy zamieniono na wysypisko odpadów, które przywożono samochodami ciężarowymi. Likwidacja trzech kaponier fortu była tym bardziej skandaliczna, że zlikwidowano miejsca z autentycznymi ścianami śmierci, gdzie Niemcy rozstrzelali 363 Polaków z ogólnej liczby 440.

Kres dewastacji miejsca pamięci położyło przeniesienie w 1994 roku do Fortu Krzesławice Młodzieżowego Domu Kultury. Miejsce pamięci uzyskało gospodarza i opiekuna. Przez kilkanaście lat prowadzono prace remontowo-konserwatorskie, przywracające dawny wygląd fortu. Do dzisiaj udało się m.in. odsłonić – zasypaną wcześniej gruzem i odpadami – kaponierę wschodnią z jedyną zachowaną ścianą śmierci, na której znajdują się oryginalne ślady wystrzelonych pocisków. Ślady te świadczą o tym, że więźniów rozstrzeliwano z broni maszynowej.

Na ścianie śmierci przy kaponierze wschodniej odsłonięto 17 listopada 2014 roku tablicę pamięci, która stała się trzecim – bez wątpienia najważniejszym – miejscem upamiętnienia 440 patriotów polskich zamordowanych w Forcie Krzesławice.

——
Oświęcim, 6 października 2017 r.

[1] Cyt. za: „Czarna niedziela-fakty”, „Gazeta Myślenicka”, wydanie 24, 1 lipca 2010, http://www.gazeta.myslenice.pl, dostęp 13.09.2017.
[2] Cyt. za: „Prawda i pamięć”, Kraków 2017.

http://prawica.net

Posted in Uncategorized | 1 Comment

Wojna na wszystkie fronty na wyniszczenie Polski.

 

Wielomski: Wojna na wszystkie fronty

Gdy w 1846 roku grupka rewolucyjno-insurekcyjnych wariatów opanowała Rzeczypospolitą Krakowską, zwaną także mianem Wolnego Miasta Krakowa, i ustanowiła w nim swoje rewolucyjne rządy, to miał to być znak dla wybuchu ogólnonarodowego powstania. Powstanie miało wybuchnąć we wszystkich trzech zaborach, ale w pruskim i rosyjskich nie wybuchło w ogóle, a w austriackim stłumili je chłopi pod przywództwem słynnego Jakuba Szeli, gdy tylko sprytni austriaccy urzędnicy ogłosili, że wolno mordować, gwałcić i grabić, gdyż cesarz na okres jednego tygodnia zawiesił obowiązywanie Dekalogu. W tej sytuacji, jak na prawdziwych polskich patriotów przystało, rewolucjoniści, którzy uchwycili władzę w Krakowie proklamowali powstanie “rządu”, a tenże “rząd” wypowiedział wojnę, a jakże, wszystkim trzem zaborcom równocześnie. Niestety, armie trzech zaborców nie zdążyły się zebrać, gdyż jeden austriacki oddział wystarczył, aby poradzić sobie z tymi komicznymi insurekcjonistami. Na całym zamieszaniu najbardziej ucierpieli mieszkańcy Krakowa, którzy mieli wolne miasto, a zostali przyłączeni do Austrii.

Piszę o tym, bowiem od pewnego czasu obserwujemy podobną insurekcyjną amatorszczyznę w wykonaniu obozu rządzącego. Jeszcze za życia ś.p. Lecha Kaczyńskiego “prawdziwie patriotyczne” portale ogłaszały, że Prezydent RP prowadzi rodzaj “powstania” przeciwko władzy PO, tzw. postkomunistów i nieformalnej sowieckiej czy rosyjskiej okupacji. Gdy PiS przejął pełnię władzy, to insurekcja wybuchła ze zdwojoną siłą. Przyznam się szczerze, że Jarosław Kaczyński autentycznie mnie zaskoczył. Spodziewałem się bowiem, że będziemy – tak jak to było zapowiadane – prowadzić wojnę z Rosją w obronie Wielkiej Ukrainy i odzyskanie szczątków samolotu. Wojnę o sprawy historyczne, wojnę surowcową, będziemy namawiać wszystkich do obalenia Putina, etc. Byłoby to więc – jakże typowe dla tradycji insurekcyjnej – rzucanie się z kosami na rosyjskie pułki uzbrojone w nowoczesne karabiny i artylerię. Oczywiście, efekt tej “insurekcji” był z góry znany, czyli wielkie nic. Jednakże biorąc pod uwagę, że miała to być insurekcja czysto werbalna, także i porażka nie zapowiadała się na specjalnie zatrważającą. W końcu jesteśmy członkami Unii Europejskiej i ekonomiczną kolonią Niemiec oraz członkiem NATO, czyli “wschodnią flanką” na której rozmieszczone są amerykańskie kontyngenty.

Rzeczywistość przerosła moje oczekiwania. Powstańcy z Listopada 1830 roku i Stycznia 1863 roku walczyli, bez żadnych szans, z samą Rosją. Powstanie współczesne, jakkolwiek póki co nadal tylko werbalne, wypowiedziało (także werbalną) wojnę dosłownie wszystkim naokoło. Stąd moje skojarzenie porównujące rządy Prawa i Sprawiedliwości z proklamacjami “rządu” narodowego, który przejął władzę w Krakowie w 1846 roku, aby natychmiast wypowiedzieć wojnę wszystkim trzem zaborcom.

Z kim mamy wojnę? Oho, to łatwiej powiedzieć z kim nie mamy, czy – może trafniej – z kim jej jeszcze nie mamy. Najpierw był (jest) konflikt z Niemcami. Oczywiście, konflikt werbalny z którego nie wynika nic dla naszego gospodarczego i politycznego wybicia się na niepodległość. To, że powiemy, iż nie lubimy Pani Angeli i uważamy, że jest nam winna parę bilionów euros za zniszczenia wojenne, w niczym nie zmienia sytuacji. Ta zaś wygląda tak, że polska gospodarka, szczególnie na Ziemiach Odzyskanych, została trwale i praktycznie za bezcen wyprzedana niemieckim inwestorom. W rękach niemieckich są także banki i – co okazuje się szczególnie groźne – większość prasy regionalnej, kobiecej i wielkich portali informacyjnych. Jeśli sąsiad kontroluje jakieś 70% polskojęzycznych mediów, to kontroluje także to jak i co myślimy, także o nim. Tak wygląda okupacja w nowoczesnym świecie. Stąd taka wojna, którą rządowi PiS wydały niemieckie media, a także siły polityczne wprost finansowane zza drugiej strony Odry. Gadanie tutaj nie wystarczy. Trzeba wyprzeć niemieckie media i niemieckich inwestorów, a więc trzeba mieć własnych. Niestety, nie widzę, aby rząd PiS miał w tej kwestii jakiekolwiek pomysły, poza rwetesem, że tak być nie może. Wskazanie problemu jest słuszne, ale trafna diagnoza bez lekarstw nie ulży choremu.

Mamy wojnę z Francją. Politycy PiS nie chcieli Marine Le Pen, bowiem widzieli w niej rosyjską agenturę. No to mają Macrona, który jest ekspozyturą francusko-niemieckich interesów wielkich koncernów. W Unii Europejskiej powstała wroga nam oś Berlin-Paryż, zdecydowana niczym walec rozjechać wszystkich krytyków obecnego modelu integracji europejskiej. Dobrze, że sprzeciwiamy się temu walcowi, ale nie wystarczy o tym krzyczeć. Trzeba umieć zebrać sojuszników i przedstawić alternatywne propozycje. Nasza dyplomacja w tej kwestii zawodzi. Nie umiemy ani zebrać sojuszników, ani nie stać nas na alternatywne propozycje. Powiedzmy brutalnie: nie stać polityków rządzących intelektualnie, aby zaproponować coś innego. A wystarczy poczytać książki o problemach europejskich wydawane przez francuski Front National. No tak, ale to agenci Putina.

Coraz bardziej zaostrza się sytuacja nawet na linii naszych relacji z sąsiadami, dla których od lat Polska poświęca swoje najbardziej żywotne interesy, a mowa o Litwie i Ukrainie. Mam tutaj na myśli głupią sprawę motywów na polskich paszportach czy próbę podrzucenia Ukrainie kukułczego jaja w postaci jednego skompromitowanego polityka pochodzącego z Gruzji.

Trudno nie zauważyć, że cała polska polityka zagraniczna ogranicza się do katechonicznego sojuszu z Waszyngtonem, którego interesy w tej części Europy są zmienne. Barack Obama nie widział tutaj żadnych interesów amerykańskich, a Donald Trump nie będzie wieczny. Gdyby Hilarzyca Clinton dostała w kilku stanach paręset tysięcy głosów więcej, to Polska zostałaby dziś oddana jako kraj wasalny Berlinowi. A co będzie jeśli Trump nie osiągnie reelekcji? A jeśli nawet osiągnie, to amerykańska konstytucja ogranicza liczbę reelekcji do maksymalnie jednej. I co potem? Powtórka powstania w Krakowie z 1846 roku?

Adam Wielomski

Tekst ukazał się w tygodniku “Najwyższy Czas!”

https://konserwatyzm.pl/wielomski-wojna-na-wszystkie-fronty/

Posted in Uncategorized | Leave a comment

Granice II RP

Karlik said

Nie wiem dlaczego poszukujemy odpowiedzi na pytanie kto dowodził?? A nie szukamy odpowiedzi dlaczego przyszli Sowieci pod Warszawę?
Gdyby dzisiaj się coś wydarzyło to kto umiałby odpowiedzieć na pytanie kto stoi na czele armii?….
Kto dowodził obroną Westerplatte? też nie wiemy lub nie chcemy wiedzieć..
Nie pamiętamy jak nazywał się minister od wojska w 1939 roku…
Wiemy tylko tyle co chcą byśmy wiedzieli..
Wiemy, że była agresja na Kijów i to było złamaniem postanowień w Wersalu, gdzie Polska zrezygnowała z prawa o stanowieniu o własnych granicach…
Cenę za wojnę płacimy do dzisiaj….
Nie wierzcie w te bzdury o zatrzymaniu pochodu na zachód, gdyby tak było najbardziej byliby zagrożeni Niemcy i Czechosłowacy, a oni wręcz bojkotowali dostawy broni do Polski…

„POLSKA.
ARTYKUŁ 87.[3]
(…)Granice Polski, nie określone w niniejszym Traktacie, będą oznaczone później przez Główne Mocarstwa sprzymierzone i stowarzyszone.(…)”

Ustalono wstępnie linię graniczną której Polsce nie wolno było przekroczyć…:

„Prawa, z jakimi Polska mogłaby wystąpić do terytoriów położonych na Wschód od wymienionej linii, są wyraźnie zastrzeżone (Les droits que la Pologne pourrait avoir a faire valoir sur 1es territoires situés a l’Est de ladite ligne sont expressément réservés).”

„1919 grudzień 8, Paryż
Deklaracja Rady Najwyższej Głównych Mocarstw Sprzymierzonych i Stowarzyszonych
w sprawie tymczasowej granicy wschodniej Polski

Główne Mocarstwa Sprzymierzone i Stowarzyszone, uznawszy, iż jest ważne, aby ustał możliwie jak najprędzej obecny stan niepewności politycznej, w jakim się znajduje naród polski – i nie przesądzając późniejszych stypulacji, mających ustalić ostateczne granice wschodnie Polski, oświadczają, że uznają odtąd prawa rządu polskiego do przystąpienia w terminie naprzód przewidzianym przez Traktat z 28 czerwca 1919 r., zawarty z Polską, do urządzenia regularnej administracji terytoriów dawnego Cesarstwa Rosyjskiego położonych na zachód od linii – poniżej określonej:

Od punktu, gdzie dawna granica między Rosją a Austro-Węgrami spotyka się z rzeką Bug i aż do punktu, gdzie jest przecięta granicą administracyjną między powiatami (cercles) Bielsk i Brześć Litewski:

biegiem Bugu na dół;

stąd ku północy – ta granica administracyjna, aż do punktu, gdzie tworzy się kąt ostry, około 9 kilometrów na północny wschód od Mielnika;

stąd ku północnemu wschodowi, aż do punktu biegu Leśny Prawej, gdzie bieg wody jest przecięty drogą leśną w kierunku z południa na północ, przechodząc około 2 kilometry na zachód od Skupowa:

linia, która ma być ustalona w terenie, pozostawiająca w Polsce wsie:

Weirpole, Stołbce, Pieszczatkę i Wólkę i przecinająca drogę żelazną z Bielska do Brześcia Litewskiego, gdzie ona przecina drogę z Wysokiego Litewskiego do Kleszczeli;

stąd ku północy, aż do punktu, gdzie droga Narew-Narewka przecina drogę żelazną Hajnówka–Świsłocz:

linię do ustalenia w terenie i wzdłuż drogi leśnej, oznaczonej powyżej;

stąd ku północnemu wschodowi aż do punktu położonego 4 kilometry na północ od Jałówki, gdzie rzeka Świsłocz łączy się z tą rzeką, która przepływa przez to miasto:

linia do ustalenia w terenie;

stąd w dół biegiem Swisłoczy potem w górę Laszanki; potem w górę Likówki aż do około 1 1/2 kilometra na zachód od Baranowa;

stąd ku północy, północnemu zachodowi, aż do punktu drogi żelaznej Grodno-Kuźnica położonego około 500 metrów na północny wschód od wideł Kiełbasiny:

linia do ustalenia w terenie;

stąd ku północnemu zachodowi aż do punktu położonego na biegu rzeki Łosośny, około 2 1/2 kilometra na południowy zachód od jej ujścia do Niemna (de son confluent avec le Nyemen):

linia do ustalenia w terenie;

stąd bieg Łosośny ku dołowi, potem bieg Niemna ku dołowi, następnie pod górę, aż do źródła – bieg rzeki Igorki, która przepływa Warwiszki;

stąd ku zachodowi, południowemu zachodowi, aż do punktu biegu Czarna lIańcza (Czernochanja, Marycha) koło Studzianki:

linia do ustalenia w terenie według dopływu lewega brzegu;

stąd w górę biegu Czarnej Hańczy aż do punktu około 2 kilometrów 500 na Wschód od Zelwy;

stąd ku północy aż do punktu Berzniki-Kopciowo położonego około 2 kilometry na południowy wschód od Berznik:

linia do ustalenia w terenie;

stąd ku północnemu zachodowi aż do punktu najbardziej na południe wgłębienia (du rentrant) granicy administracyjnej północnej dystryktu Suwałki (około 7 kilometrów na północny zachód od Puńska):

linia do ustalenia w terenie, w ogólnym kierunku równoległym do linii małych jezior położonych między Berznikiem a Zegarami i około 2 kilometrów na wschód od tych jezior, kierując się ku zachodowi aż do punktu położonego na jeziorze Goładusza (Galadusya), około 2 kilometry na północ od Zegar, przecinając jezioro aż do jego kończyn północno-zachodnich i pozostawiając Puńsk przy Polsce;

stąd ku północy, granicą administracyjną Suwałk aż do punktu, gdzie się ona spotyka z dawną granicą między Rosją a Prusami Wschodnimi.

Prawa, z jakimi Polska mogłaby wystąpić do terytoriów położonych na Wschód od wymienionej linii, są wyraźnie zastrzeżone (Les droits que la Pologne pourrait avoir a faire valoir sur 1es territoires situés a l’Est de ladite ligne sont expressément réservés).

Prezydent Rady Najwyższej

Mocarstw Sprzymierzonych i Stowarzyszonych

G. Clemenceau
Źródło:
K.W.Kumaniecki, Odbudowa państwowości polskiej. Najważniejsze dokumenty 1912-styczeń 1924, Warszawa 1924, s. 175-177.”

I w lipcu 1920 ustalono wschodnie granice Polski jest to o tyle ważne bo obowiązują do dzisiaj..

„1920 lipiec 10, Spa
Układ Głównych Mocarstw Sprzymierzonych i Stowarzoszonych z Polską
w sprawie rozejmu z RSFRR

Rząd polski zgadza się na to, by:

a.zainicjować i podpisać niezwłocznie rozejm na tej podstawie, że wojsko polskie cofnie się i stanie na linii ustalonej przez Konferencję Pokojową dnia 8 grudnia 1919 roku, jako tymczasowej granicy polskiego zarządu i że wojsko sowieckie stanie o 50 km na wschód od linii. Jednakże Wilno ma być niezwłocznie oddane Litwinom i wyłączone ze sfery zajmowanej przez bolszewików podczas rozejmu. Co się tyczy Galicji Wschodniej, to armie staną na linii, którą osiągną w dniu rozejmu, po czym każda armia cofnie się o 10 km, celem utworzenia strefy neutralnej;

c.przyjąć decyzję Rady Najwyższej w sprawie granic litewskich, przyszłości Galicji Wschodniej, sprawy cieszyńskiej i przyszłego traktatu gdańsko-polskiego.”

Granice z Sowietami były nielegalne bo nie spełniały wymogów zawartych w SPA zresztą gdy zachód uznawał te granice to wypowiedział się, że skoro chcieliście to macie i to jest wasza sprawa…

„Z Rosją:
Linię oznaczoną i zasłupioną, za zgodą obu Państw i na ich odpowiedzialność, w dniu 23 listopada 1922 r.”

Całość tutaj jak ktoś chce niech czyta..

„Dz.U.23.49.333
OŚWIADCZENIE RZĄDOWE
z dnia 20 kwietnia- 1923 r.
w przedmiocie uznania granic wschodnich Rzeczypospolitej.
Podaje się niniejszem do wiadomości publicznej, że dnia 15 marca 1923 roku Konferencja Ambasadorów Wielkiej Brytanii, Francji, Włoch i Japonji, w wykonaniu artykułu 87 Traktatu Pokoju między Państwami Sprzymierzonemu i Stowarzyszonemi a Niemcami, podpisanego w Wersalu dnia 28 czerwca 1919 r. (Dz. U. R. P. z r. 1920 № 35 poz. 200) powzięła uchwałę treści następującej:
Decyzja Konferencji Ambasadorów w sprawie granic Polsku

IMPERJUM WIELKIEJ BRYTANJI, FRANCJA, WŁOCHY i JAPONJA, które podpisały wraz ze STANAMI. ZJEDNOCZONEMI AMERYKI, jako Główne Mocarstwa Sprzymierzone i Stowarzyszone, Traktat Pokoju Wersalski,

(Zważywszy, że według brzmienia artykułu 87 ustąp 3, tegoż Traktatu, do nich należy oznaczyć granice Polski, które nie były wyszczególnione przez ten Traktat;

Zważywszy, że Rząd Polski przedstawił w dniu 15 lutego 1923 roku Konferencji Ambasadorów prośbę, dążąc do tego, by Mocarstwa, mające w niej swych przedstawicieli, zrobiły użytek z praw nadanych im przez pomieniony artykuł;

Że, ze swej strony, Rząd Litewski już był, przez swą notę z dnia 18 listopada 1922 r., wykazał, iż troszczy się, by wzmiankowane Mocarstwa zrobiły użytek z tych praw;

Zważywszy, że, według brzmienia Artykułu 91 Traktatu Pokoju podpisanego w St. Germain-en-Laye, Austrja zrzekła się na rzecz głównych Mocarstw Sprzymierzonych i Stowarzyszonych wszystkich praw i tytułów na terytorjach, które należały uprzednio do byłej Monarchji Austro-Węgierskiej i które, położone poza nowemi granicami Austrji takiemi jakie są opisane w Artykule 27 rzeczonego Traktatu, nie są obecnie przedmiotem żadnego innego przyznania;

Wobec tego, iż uznane zostało przez Polskę, ze co się tyczy wschodniej części Galicji, warunki etnograficzne czynią koniecznym ustrój autonomiczny;

Zważywszy, iż Traktat zawarty pomiędzy Głównemi Mocarstwami Sprzymierzonemi i Stowarzyszonemi a Polską, w dniu 28 czerwca 1919 roku, przewidział dla wszystkich terytorjów, znajdujących się pod zwierzchnictwem polskiem, gwarancje specjalne na rzecz mniejszości rasy, języka lub religji.

Zważywszy, iż co do granicy z Rosją, Polska weszła bezpośrednio w stosunki z tem Państwem celem jej oznaczenia;

iż, co się tyczy granicy Polski z Litwą należy mieć na uwadze sytuację faktyczną, wynikłą, mianowicie, z Rezolucji Rady Ligi Narodów z dnia 3 lutego 1923 r.,

Poleciły Konferencji Ambasadorów rozstrzygnąć tą sprawę.

Na skutek czego Konferencja Ambasadorów:
I. Postanawia uznać jako granice Polski:

Z Rosją:
Linję oznaczoną i zasłupioną, za zgodą obu Państw i na ich odpowiedzialność, w dniu 23 listopada 1922 r.

Z Litwą:
Linję poniżej opisaną (według mapy niemieckiej skala 1/100.000):

Od punktu zetknięcia się północnej granicy administracyjnej powiatu Suwalskiego z granicą Prus Wschodnich (punkt wspólny dla Prus Wschodnich, Polski i Litwy) i aż do najbardziej południowego wgięcia utworzonego przez granice powiatu Suwalskiego, mniej więcej o 7 kilometrów na północo – zachód od Puńska, północnej granicy administracyjnej powiatu Suwalskiego;

ztamtąd, od południo-wschodu aż do punktu drogi Berzniki-Kopciowo, mniej więcej o 2 kilometry na południo-wschód od Berznik:

linję, która będzie oznaczona na miejscu i pozostawi Puńsk Polsce, przecinając jezioro Galadusya od jego północno – zachodnich krańców do punktu położonego mniej więcej o 2 kilometry na północ od Zegar, idąc dalej ku wschodowi, następnie równolegle z linją małych jezior położonych pomiędzy Berznikamia Zegarami mniej więcej o 2 kilometry na wschód od tych jezior;

ztamtąd, aż do punktu mniej więcej o 2 kilometry 500 metrów na wschód od Zelwy na rzece Marycha, linję, która będzie oznaczona na miejscu;

ztamtąd, w dół rzeki Marychy aż do miejsca gdzie do niej wpada mały dopływ położony na lewym jej brzegu i bezpośrednio w górę rzeki Studianki;

ztamtąd, linję która będzie oznaczona na miejscu, aż do źródła rzeki Igorki, dalej bieg tej rzeki, która płynie do W a r w i s z e k aż do miejsca gdzie rzeka ta wpada do Niemna;

ztamtąd, w dół rzeki bieg Niemna, aż do miejsca gdzie do niego wpada rzeka Grawe;

ztamtąd, rzeka Gra we aż do punktu gdzie krzyżuje się z szosą Merecz-Rudnica (Rotnic a);

ztamtąd, linja, która będzie oznaczona na miejscu, aż do punktu, gdzie rzeka S k r o b I i s wpada do rzeki Mereczanki;

ztamtąd, bieg Mereczanki, aż do punktu, który będzie obrany na miejscu, mniej więcej

0.800 metrów na południo-wschód od P o d k a-mieni a;

ztamtąd i aż do punktu granicznego 142, położonego mniej więcej o 2 kilometry na północo-wschód od Strzelciszek;

linję, która będzie oznaczona na miejscu i pozostawi Litwie miejscowości: Podkamień, Karpiszki, Strzelciszki, a Polsce Bortele, Kukle, przechodząc zaś przez skrzyżowanie się dróg idących z Bobryszek do Olkienik oraz z Oran do Wójtowa na drodze żelaznej z Grodna do Wilna;

ztamtąd, i aż do punktu, który będzie oznaczony na biegu Wilji, mniej więcej o 800 metrów na zachód od Surmaniec;

linję, która będzie oznaczona na miejscu, pozostawiając Litwie następujące miejscowości: Kalance, Spengleniki, Gieceniszki, Uzuleje, Prybance, Greczowka, Wismance, Jagielany, Dergiance, Kopciuszki, Zailgi, Chwoszna, Niedźwiedówka, Janczuny, Daniliszki, Jerzówka, Nowy-Dwór, Promysłowka, Walakiszki, Kurkliszki, Kalejkiemie, Wiluniszki, Kiermanczyszki, Białolesie i Owsieciszki, i pozostawiając Polsce miejscowości: Wojtowo, Y w-Puskarnia, Czarnokowale, Kol-Lejpuny, Wejksztelance, Ejgielance, Markowszna, Skobska, Wizgirdy, Dombrowo, Dembniaki, Stanisławowka, Kotysz, Staskuniszki, Lebiedzie, Mejluszki, Podworance, Glity, Piektoniszki, Kiermeliszki, Kudrany, Poniewiezka, Majdany, Miciuny, Lojziszki, Meiryszki, Borcie, Jateluny, Puzanowo, Kazimirowka i Surmance;

ztamtąd, bieg Wilji, aż do punktu położonego mniej więcej o 1 kilometr na południe od Sejmieniszek;

ztamtąd, i aż do punktu do oznaczenia na krańcach południowo-wschodnich jeziora Oswie na południe od Zoltyn:

linję, która będzie oznaczona na miejscu i pozostawi na terytorjum litewskiem następujące miejscowości: Sejmieniszki, Kliszebłoto, Podozierce, Pojodzie, Pospierze, Kejmince, Skietery, Ol i nowo, Pory, Koniromiszki, Kiele, flwizance, Nieczance, Borowy, Olany, Pałki, Ollis, Okmiana, Towkiele, Alexandryszki, Gawejki, Zoltynie, a na terytorjum Polski miejscowości: Podworzance, Podgajem, Drawcze, Mejluny, Papiernia, Bortkuszki,. Uzyblindzie, Lipowko, Poblyndzie, Zyndule, Astyki, Szelkowszna, Romaszkance, Pogiry, Borówka, Sontoki, Pulstylki, Rudejki, Stolewszna, Zemwiszki, Smilgi, Gaswejki, Sidabry;

ztamtąd, linję przecinającą jezioro Oświe aż do punktu, który będzie oznaczony na jego północno-wschodnim brzegu, o mniej więcej 1.500 metrów na południo-wschód od Olki;

ztamtąd, i aż do punktu do ustalenia na południowym brzegu jeziora Prowa na wschód od Surganców;

ztamtąd, i aż do punktu, który będzie oznaczony na miejscu i pozostawi na terytorjum litewskiem następujące miejscowości: Olka, jezioro Bólom a, Labejszyski, Młynek, Janiszki, Szerajkiszki, Surgance, a na terytorjum polskiem miejscowości: Jankuniszki, Purwiniszki, Szarkiszki, Maciejewa, Orniany, Skardze, Nowosiolk a, Grybiance;

ztamtąd, i aż do punktu, który będzie obrany na południowym brzegu jeziora, nad którem pdłożone są Antolkony i o 500 metrów na zachód od tej miejscowości:

linję, która będzie oznaczona na miejscu i pozostawi na terytorjum litewskiem następujące miejscowości: Madejki, Mazule, Szyjkaliszki, Andrulance, Szukowszczyzna, Szemeityszki, Prudziszki, Polukno, Poshenis, Szwirbliszki, Rgt-Sidoryszki, Mineiszany, a na terytorjum polskiem: Maldziuny, Rutowszczyzna, Baranowo, Antaledse, Bernjuny, Lyngmjalny, Antolkony;

ztamtąd i aż do granicy Łotwy:

linję, która będzie oznaczona na miejscu i skieruje się na północno-wschód, potem ku północy, przecinając jezioro Bolosza i jezioro Dringisi pozostawiając na terytorjum Litewskiem następujące miejscowości: Rgt-Ashusseniz, Achramjanzy, Reipe, Ashany, Sadsjuny, Bol-Derewnja, Suntupe, Kalnischki, Schablowisna, Mugliszki, Junkokalne, Gut-Nowo-Smolwy, Werugiszki, a na terytorjum polskiem: Kozaczyzna, Mejluny, Wardsikeme, Aliejuny, Sakiszki, Poshemiszki, Karatschuny, Smolwy, Paukszte-Liszki, Gut-Smolwy (Północne), Dulziszki, Mateliszki.

Oznaczenie tej linji na miejscu pozostawione jest zabiegom zainteresowanych Rządów, którym przysługiwać będzie całkowita możność przystąpienia za wspólnem porozumieniem do sprostowania szczegółów, uznanych przez nie na miejscu za nieodzowne.
II. Postanawia przyznać Polsce, przejmującej wszelkie prawa zwierzchnicze nad terytorjami położonemi pomiędzy granicami powyżej określonemi a innemi granicami polskiego terytorjum, z zastrzeżeniem postanowień Traktatu Pokoju w Saint-Germain-en-Laye, dotyczących ciężarów i zobowiązań przeniesionych na inne Państwa, którym przekazana jest część terytorjum byłej Monarchji Austro-Węgierskiej.

Działo się w Paryżu, dnia piętnastego marca, tysiąc dziewięćset dwudziestego trzeciego roku.

Eric PHIPPS. R. POINCARÉ.

Romano AVEZZANA. M. MATSUDA.

Niżej podpisany, należycie upełnomocniony, oświadcza w imieniu Rządu Polskiego, iż przyjmuje powyższe postanowienia.

Działo się w Paryżu, dnia piętnastego marca, tysiąc dziewięćset dwudziestego trzeciego roku.”

 

https://marucha.wordpress.com/2017/08/15/kto-naprawde-dowodzil-w-bitwie-warszawskiej/#comment-694478

Posted in Uncategorized | Leave a comment